krasawica blog

Twój nowy blog

okazuje się, że dziecko w piwnicy, zaniedbane i zostawione na tak długo same sobie, podniosło krzyk, metafora taka sobie, trudno ją potraktować poważnie jak i inne teoretyczne i tak proste, że aż zbyt banalne – i tak z bełkotuw niebyt paktyczny i pragmatyczny domagający się konkretnych i jasnych wskazówek. Jak dziewczyno nie zaczniesz po mału wracać o pisania – to wrzask z piwnicy nie pozwoli ci żyć. Dlatego Matka grzecznie siada, pisze się z dużej litery, nożkę na nóżkę zakłada, sylabizuje i składa notkę. Pisz Matko, pisz.

- pipipipiiiii – przerażonej Matce kończą się baterie w centrum ogromnego sklepu. Matka nagle czuje ogromny ciężar Małego Chłopca wiszącego Matce na prawym biodrze, ręka pchająca wózek wypełniony litrami zdrowej wody, zdrowego mleka, kartonami, szamponami, podkoszulkami i innymi artykułami pierwszej potrzeby odmawia posłuszeństwa i Matka traci sterowność. Juniorki dokazują radośnie, Mały Chłopiec traci zainteresowanie kawałkiem bułki paryskiej a Matka nie wie. Nie poddam się – myśl ta przeszywa Matkę w jednej chwili, Matka ogarnia wzrokiem sytuację z Juniorkami przy półce z lego, ogarnia swoje odrętwienie, sadza Chłopca bliżej ogromniastych zakupów i z nadludzką siłą przepycha wózek w kierunku kasy. Tak hartowała się stal i serce Matki, gdy zabrakło baterii.

- Spuszczam ze smyczy każdą męczącą mnie myśl – śpiewa Matka za piosenką z radia. To jedno zdanie zapamiętane z piosenki przewija się potem jeszcze kilka razy w ciągu dnia jak uzdrawiające zaklęcie. Matka szuka przepisu na porządek z myślami, które osiadają na sercu aż robi się z tego ciężki wór do dźwignięcia. Targany z wózkiem dziecięcym na spacer gubi kilka myśli na mroźnym rześkim powietrzu i Matka lekko w podskokach wraca do domu. Zaróżowione Juniorki zgrabnie turlają się w kierunku łaskawego podwieczorku.

…pomaga oswoić się ze zmianą, Matka znajduje chwilę na rytuał upiększający, cieszy się przeterminowanym magazynem kobiecym kiwając ze zrozumieniem mokrą głową nad artkułem o wstydzie. Ze wstydem czyta wywiad ze znaną aktorką zamiast prasować bawełniane kocyki. Na spacerze chowa się za wózkiem, torebką zasłaniając nie wchłonięty brzuch po Nowym Człowieku. Pomiędzy radością i Nowym Życiem a wielkim targowiskiem próżności – wzdycha Matka.

Jesteśmy w Płocku, zdobywamy go niespodziewanie dla wszystkich od strony Wisły stromym podejściem schodowym. W. filuternie pyta Matki, czy może patrzeć na fotografowaną roznegliżowaną panią, ale Matka jest tak głodna i zajęta wielopakiem dzieci, że jest jej wszystko jedno i W. może kontemplować nawet nagą Wenus. Wycieczka przebiega harmonijnie i wesoło, tak beztrosko jak Matka dawno nie pamięta, jak jej bardzo brakowało a dziecięcy wielopak z uroczym znajomym rodzeństwem turla się śmiało i radośnie po pokładzie obiektu żeglugi wiślanej… Pachnie domem wczasowym, M. się uśmiecha i pokazuje wiślny klif a Matka resetuje cały system na otwarcie sezonu. Niech żyje wiosna, wielka pizza i majowa beztroska w wyciętych klapkach

biedna kochana Z. Pierworodni wcale nie mają tak łatwo choć mają ich pocieszyć nieliczne przywileje. Lądujemy dziś desantem w samym centrum – Matka i dwie starsze odświętnie przybrane Córki. Córki są grzeczne, nawet lekki przylizane fryzurki nie igrają z majowym warszawskim wiatrem. Matka zrezygnowana trzecim trymestrem ledwo nadąża za rześko i odważnie truchtającymi dziewczętami. Z. czeka na mrożoną czekoladę, H. czeka na okazałą porcję lodów, na co czeka Matka? Matka chyba dryfuje bez celu..

Matka nie umie stawiać granic, budzi się nagle z suchym szlochem, że jej nie wyszło.

To poważna sprawa, tak po czterdziestce świętowanej dyskretnie, serdecznie i miło, odkryć przerwy w ogrodzeniu.

A marzenia a festiwalu country, o piosenkach z gitarą i wieczorach muzycznych, o kinie regularnie co fortnight?? Suchy szloch matki cichnie, szminka poprawiona i botki gotowe do wymarszu.

W. cieszy się jak dziecko kolejnym wynalazkiem: hodowla warzyw wbrew grawitacji i trudno nie cieszyć się razem z W.
Ja jednak świętuję spoglądanie przez czyste okna. Czyste okna w salonie (jak zwał, tak zwał, nazwa nieszczególnie adekwatna), czyste okna w kuchni, czyste okna w pokoju Juniorków. Przez czyste okna wyraźnie widać nadciągających intruzów… Pralka z oddaniem pierze kolejną porcję, Matka buja w obłokach nad laptopem, klapki zsuwają się z grubej zimowej skarpety i zamierają gdzieś centymetr nad podłogą… To nazywałoby się leniwym chilloutem lub po prostu gnuśną chwilą niespieszną gdyby nie było pracowitym piątkiem z nadzieją na przepustkę w weekend

po napisaniu artykułu o granicach w małżeństwie i jak mówić NIE mądrze i składnie, kryzys i pożar na całego jak zawsze. Niestety, nie mądrzejemy od napisania artykułu i samej teorii, jaka szkoda, myśli Matka. A w ogóle smutek wstyd i lęk pod wybuchowym ładunkiem ze złości okazują się takie mocne, że nawet Toy Story 2 dzisiaj z dziećmi tego nie rozbraja…

myślę o tym, czy widzę dobrze czy widzę w zarysie, a może tylko mi się tak wydaje. Dobrze, że herbata jeszcze gorąca, Franek umyty i najedzony a Matka wystarczy, że najedzona. Zawzięta Matka planuje porządki, uzdrowienie finansów, zajęcia w świetlicy domowej i szukanie niani. Jadłospis się jakoś sam złożył, bo się przestraszył zawziętej Matki.

Matka na diecie detoksowo-ciążowej bez używek, bez roweru jest jakaś nie ta sama, tylko jakaś część głowy jeszcze się broni, zbiera pogubione terminy , próbuje realizować zlecenia, myśleć zadaniowo i racjonalnie, nie tak emocjonalnie i ku domowi. Juniorki szyją, kłócą się, stempelkują, dyskutują, opowiadają androny, a Matka kradnie czas z obiadu na pisanie. Zapomniane, przechowane gdzieś w piwnicy wraca i domaga się uwagi jak Juniorki – pisanie jak zachcianka na lato i klapki i życie z koktajlem…


  • RSS